(Nie) narzekaj

(Nie) narzekaj…

Półmetek wakacji za nami. Jedni już wrócili, jeszcze bardziej zmęczeni, z wyjazdu rodzinnego, inni już się boją skazania na 24h przebywanie ze sobą. Teraz mamy falę upałów. Więc fatalnie. Za gorąco, woda w Bałtyku za zimna lub z sinicami, pod namiotem za sucho, a w górach nie da się w taki gorąc spacerować. Jeszcze te dzieciaki. Cały czas jęczą, czegoś chcą , biją się, wrzeszczą i rozrabiają. No nic tylko się utopić w tym Bałtyku czy jeziorze.

W sumie taka litania nieszczęść i smutków to trochę nasza Polska normalka. Lepiej ponarzekać, niż chwalić się zanadto. Lepiej nie oczekiwać od urlopu za wiele, bo jeszcze się sprawdzi.

W naszym niepodraniku chciałbym was zachęcić żeby spróbować inaczej.

Wiele razy pisaliśmy o tym, że dzieci kopiują nasze zachowania, nasz sposób komunikacji, nasze nastawienie do świata. Kiedy my marudzimy i narzekamy, robią to i one.

Kiedy widzimy świat w szarościach, wielce prawdopodobne, że i taki będzie on dla naszych dzieci.

Ja mam to szczęście, że ostatni tydzień spędzam z chorym synem w szpitalu. Narzekać mogę naprawdę co niemiara. I kiedy już chciałam się poddać i zawiesić nos na kwintę, mój siedmiolatek postawił mnie do pionu mówiąc:

,,Podoba mi się nawet w szpitalu.”(Pomyślałam, że majaczy, pewnie przez gorączkę). On jednak ciągnął dalej: ,,Podoba mi się, bo jesteśmy tutaj cały czas razem, masz dla mnie dużo uwagi, czytasz mi i bawimy się tylko we dwoje lub z tatą.” Zamurowało mnie. A za chwilę i ja zaczęłam dostrzegać plusy: samodzielna sala, okno wychodzące na zacienione drzewo, wsparcie rodziny, skrzypiąca ale rozkładana leżanka. Nie tak to sobie wymarzyła, a jednak świat może być piękny!

To do Was zależy jak spędzicie wakacyjny czas z rodziną. Czy będzie to wasz czas pełen radości, kłótni, zabaw i sporów, ale WASZ jedyny i niepowtarzalny. Czy będzie wam przeszkadzał upał, deszcz, komary i na tym się skupicie. Wybór jest zawsze. Życzę autentycznie udanych wakacji 🙂

Dziecko na wakacjach, czyli (NIE)poradnika wakacyjnego ciąg dalszy

To nic, że nasze dziecko ma dopiero 15 lat. I to nic, że właśnie wyjechało w głąb jakiejś rodzimej puszczy z bandą bliżej nieznanych mi szaleńców. To podobno jakaś młodzieżowa subkultura, jak twierdzi córka. Podobne stroje mają, które nazywają mundurami. Do tego jakieś emblematy czy naszywki. Podobno wewnątrz są jakieś struktury i podział na podgrupy. Brzmi trochę przerażająco. Ale to nic…

Obiecałam sobie przecież, że nie będę się denerwować ani przejmować. I to nic, że napisała wczoraj, że mieszkają pod jakimiś wielkimi płachtami. I że łóżko musi sobie sama zbudować. A dzisiaj rano zadzwoniła, jak wszyscy jeszcze spali, żeby jej nie przyłapano, bo to podobno wstyd…, że wczoraj i owszem, łóżko zbudowała z czegoś, co określiła mianem drewnianych beli i sznurków, ale jedna bela (podobno przyciągnięta z lasu) jej pękła. I w związku z tym spała w jednym łóżku z jakąś koleżanką. I jeszcze powiedziała, że nie myła się od dwóch dni. I w sumie to nie wie, kiedy się umyje, bo jeszcze nie postawili sobie pryszniców…

To nic, to nic…:)

 

A jako że nie dajemy dobrych rad, bo każdy ma swój sposób postrzegania świata, to nie napiszemy wcale, że naprawdę to nic. Że nie ona pierwsza i nie ostatnia pojechała na obóz harcerski. I że taka szkoła życia przyda się zarówno dziecku, jak i rodzicom. I nie napiszemy, że jest to czas, który po całym roku funkcjonowania w kieracie szkolno-domowo-zawodowym warto wykorzystać chociaż ciut ciut dla siebie.

Wykorzystać dla siebie chociażby po to, żeby nie trzeba było za dwa tygodnie napisać: to nic droga mamo, że powyrywałaś sobie z lęku o swoje dziecko wszystkie włosy z głowy i poobgryzałaś wszystkie paznokcie… to nic, to nic…:)