Godny miłości

Wystarczająco dobry rodzic, wystarczająco dobra matka, wystarczająco dobry człowiek. Niby wiem o tym, że nie jestem przecież idealna i że taka być nie muszę. ,,Z głowy” wszystko wiem. Rozumiem też nie muszę być przez wszystkich lubiana. Nie muszę brać pod uwagę ocen innych ludzi. Wiem, ze wartością jest być autentycznym właśnie takim jakim się jest…

A jednak… Wciąż chce być lepsza, robić więcej, być dla ludzi ideałem. Nie czuję się wystarczająco dobra. Ani jako mama, ani jako żona, ani jako pracownik, ani jako trener. Wciąż rozważam, że mogłam lepiej, że mogłam inaczej.

Chcę żeby moje dzieci tego nie miały. Żeby mogły się czuć wystarczająco dobre takie jakie są. Żeby autentyczność była dla nich wartością nadrzędną. Żeby umiały czuć wdzięczność bez względu na to jakie efekty uzyskały, jeśli tylko starały się najbardziej z całych swoich sił.

Pytanie. Jak to zrobić? Jak one mają mieć coś, czego mi tak bardzo brakuje. Jestem pewna że one są godne miłości, właśnie takie jakie są. Pewnie jest kilka narzędzi jak można to zrobić (np. dbając o rozwój zdrowego poczucia własnej wartości), na razie dla mnie najważniejsze jest zająć się sobą. Zatroszczyć się o siebie. Z troską i delikatnością poszukać w sobie, pobadać siebie i próbować żyć z tym jakim się jest. Nie jest to zadanie proste i na pewno efekty nie nadejdą w tydzień. Mam jednak nadzieję, że moja wewnętrzna praca się opłaca, że ja mogę sobie odpuścić i sama siebie docenić, a wtedy w w przyszłości będą to mogły zrobić moje dzieci.

 

Chyba osiągnę wolność wewnętrzną, gdy sama w sobie będę w stanie powiedzieć słowa Brene Brown:

,,Tak, jestem niedoskonała, mało odporna i czasami się boje, anie nie zmienia to faktu, że jestem jednocześnie dzielna i godna na miłości oraz poczucia przynależności.”

(Nie tylko)fejsbukowy świat nastolatków

Mamo, zrezygnowałam z facebooka – jakiś czas temu zakomunikowała mi moja domowa nastolatka.

Jak Ci z tym? – zapytałam dzisiaj.  – Z czym? Z życiem poza fb? Super – usłyszałam.

I nie brakuje Ci kontaktu z rówieśnikami? – próbowałam drążyć temat.

Tymi nierealnymi? Nie. A z tymi realnymi mam wystarczająco dobry. Pod warunkiem, że nie rozmawiają o tym, co na fb:).

Nie wiem, jak długo uchowa się poza wirtualnym światem. I nie wiem, czy to aby na pewno dobrze, że zrezygnowała ze swojej obecności w tym wymiarze. Mam poczucie, że obecność na portalach społecznościowych stała się elementem naszego (i naszych dzieci) życia.

Bardziej nurtujące jest dla mnie pytanie: czy wystarczająco dobrze przedstawiliśmy ten świat naszym dzieciom. Czy zaszczepiliśmy zasady bezpiecznego poruszania się po nim? Bo kiedy rozmawiam z dziećmi i młodzieżą na ten temat nie jestem do końca przekonana, czy wiedzą, jak dobrze, mądrze i bezpiecznie korzystać z ogromu możliwości, który wirtualny świat przed nimi otwiera. Dla wielu dzieci i nastolatków internet to głównie filmy na youtube, facebook (i inne portale społecznościowe) i kręcące się wokół nich życie towarzyskie – tu częściej spotykamy dziewczynki i nastolatki, a także różne gry – z przewagą chłopców. Do tego dochodzą różnej maści komunikatory. Powiedziałabym, że to taki standard dla współczesnej młodzieży. Trudno już wyobrazić ich sobie poza tym wirtualnym światem.

Ale czy to wszystko? Czy na tym koniec? No właśnie… Moim zdaniem to dopiero początek. Bo czas spędzony przed komputerem/tabletem/smartfonem może być również czasem budowania z dzieckiem więzi i relacji, może być też czasem zaszczepiania ciekawości i odkrywania pasji.