Rzeczywistość szkolna od zawsze wydaje nam się daleka od sielankowej. Wierzymy jednak, że dzieci ze względu na ich wyjątkowe kompetencje są w jakiś sposób przetrwać w zwykłej szkole systemowej (niektórym udaje się nawet bez większych szkód). Nie często jednak zastanawiamy się czy dorośli, którzy pracują w polskich szkołach też mają takie kompetencji by wyjść z tej pracy bez szwanku? Od lat pracujemy z nauczycielami i wierzymy, że zmianę należy zacząć od siebie i małymi krokami robiąc swoje zmieniać świat na lepsze. Przeraziła mnie jednak ostatnio jedna rzecz. Prowadziłam szkolenie z zakresu emocji dla nauczycieli. Zapytałam ich, jaka emocja wg nich dominuje w szkołach w których pracują. Odpowiedzieli, że strach. Naprawdę mnie to zmroziło. Rzeczywistość tysięcy osób pracujących i uczących się w szkołach opiera się na strachu! Uczenie i nauczanie powinno sprawiać radość. Może być wyzwaniem, bywa czasami trudno, zdarzają się ciężkie chwile. Ale strach!? Zapytałam także kilkoro dzieci, jakie emocje kojarzą im się ze szkołą. Odpowiedzi nie były tak różne! Również boją się szkoły lub się w niej nudzą. Przeraża mnie ta wizje, przecież nie da się budować relacji ani uczyć w strachu. Mam nadzieję, że są miejsca gdzie jest inaczej. A u Was w szkołach jakie dominują emocje? Jak widzą całą sytuację Wasze dzieci? Może dostarczycie mi promyka nadziei.