Wychowanie w szacunku: Statystyki alarmują. Coraz więcej nastolatków w Polsce popełnia samobójstwa – czy jest to powiązane ze zwiększoną ilością zachorowań na depresję?

Patrycja Frania: Pewnie po części tak. Chociaż statystyki nie do końca to pokazują. Często osoby (w tym dzieci i nastolatkowie) popełniające samobójstwo nie są diagnozowani. Nie zdążą trafić do psychologa, psychiatry. Ale często też próba samobójcza ze skutkiem śmiertelnym (bo tak to opisują statystyki policyjne) nie jest pierwszą próbą samobójczą dziecka, czy nastolatka. Zresztą liczba tych nieudanych, na szczęście nieskutecznych- przeraża. W 2017 roku w grupie 7-12 lat mieliśmy zanotowane jedno samobójstwo, ale już 28 prób, a grupie 13-18 lat życie odebrało sobie 115 nastolatków, a próbowało… 702. W 2018 te wielkości są podobnego rzędu, tyle że aż 5 dzieci do 12 roku życia skutecznie odebrała sobie życie… I te cyfry po prostu przerażają. I pokazują, że skala zjawiska jest ogromna, tylko opieka medyczna, ta ratunkowa – lepiej daje sobie radę.

WwS: Ale skala zjawiska depresji rośnie. Lekarze alarmują. Psychologowie i terapeuci również. Czy to znaczy, że chorujemy (a w tym konkretnym przypadku nasze dzieci) częściej niż kiedyś?

Patrycja Frania: Myślę, że trudno jednoznacznie powiedzieć tak. To trochę tak, jak i z innymi chorobami. Na przykład chorobami tarczycy, czy nowotworami: z jednej strony można powiedzieć, że diagnostyka i wiedza medyczna poszły na tyle na przód, że po prostu szybciej wyłapujemy symptomy. Jesteśmy w stanie dokładniej zbadać lub zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego. Z drugiej strony… nasz tryb życia, otaczające nas środowisko, wszechogarniający pośpiech, stres mogą sprzyjać temu, że liczba zachorowań faktycznie jest statystycznie wyższa, niż przed laty.

Jeżeli chodzi o przyczyny depresji – nauka nie potrafi dzisiaj jeszcze jednoznacznie stwierdzić, co jest przyczyną zachorowania. Padają różne hipotezy, wskazujące na czynniki biologiczne (te często wskazują na dziedziczność, i faktycznie badania pokazują, że jeżeli chociażby jeden z rodziców chorował na depresję, to istnieje ryzyko, że dziecko może zachorować również, ryzyko to znacznie wzrasta, jeżeli chorują lub chorowali oboje z rodziców), psychologiczne (strata, długotrwały stres), somatyczne (powiązanie depresji z innymi chorobami, czasami trudno jednoznacznie stwierdzić, która z tych chorób była pierwsza, jak np. częste współwystępowanie zaburzeń odżywiania z depresją, ale też współwystępowanie depresji z chorobami onkologicznymi, neurologicznymi), czynniki środowiskowe (związane ze stylem życia, zwracające uwagę na zdecydowanie mniejszy w dzisiejszych czasach kontakt ze świeżym powietrzem i zielenią).

WwS: Jesteś terapeutą. Jesteś też rodzicem. Na co, jako rodzice powinniśmy zwrócić uwagę, żeby czegoś nie przegapić? Żeby móc w porę zareagować?

To trudne pytanie. Wyobraźcie sobie 14-15 latka. Właśnie zmienia szkołę z podstawowej na średnią. Jego wyniki w nauce pogarszają się znacznie w stosunku do wyników w podstawówce (ale mogą też znacznie się poprawić, a nasze dziecko ku naszej radości zaczyna spędzać godziny przed podręcznikami). Kontakty z rówieśnikami jakby nieco przycichły (starzy znajomi rozjechali się po różnych szkołach, nowi jeszcze się nie pojawili), ale też można założyć, że kontakty ze znajomymi zostały na dawnym poziomie. Nasze dziecko stało się mocno wybuchowe i drażliwe, trzaska drzwiami, zamyka się w swoim pokoju (pokażcie mi nastolatka, który tak nie robi). Nasze dziecko straciło na wadze (uff, w końcu pozbyło się kilku zbędnych kilogramów / wyciągnęło się w górę przez wakacje) lub przytyło: na wakacjach pozwoliło sobie na nieco więcej niezdrowego jedzenia, w końcu weszło w etap dojrzewania… Nasze dziecko bywa godzinami smutne, czasami popłacze w poduszkę, a my widzimy tylko zaczerwienione oczy. Jak myślicie, to obraz zwykłego „zdrowego” nastolatka, czy nastolatka cierpiącego na depresję?

WwS: Przyznam, że mnie zaskoczyłaś. Nie wiem.

Patrycja Frania: No właśnie. I tu jest pies pogrzebany. Depresja w wieku nastoletnim jest niestety objawowo bardzo podobna do normalnego procesu dojrzewania, dorastania. Smutek (związany z odchodzeniem dzieciństwa), labilność emocjonalna (wybuchy złości na przemian z radością), wahania wagi, milczenie i obojętność towarzyska lub nadmierna gadatliwość – kto z rodziców nastolatków nie zna tych stanów? Pewnie trudno takich wśród nas znaleźć.

 WwS:  A zatem??? Po czym poznać, że dzieje się coś niepokojącego?

Patrycja Frania: Przede wszystkim po tym, że nasze dziecko zmienia się bardzo gwałtownie i równie gwałtownie zmienia się jego zachowanie i jego stosunek do otoczenia. A owa zmiana jest względnie trwała. Po dwóch trzech tygodniach możemy zacząć się niepokoić. Warto wtedy swoje niepokoje skonsultować: z psychologiem, terapeutą, lekarzem.

WwS: Czy rodzice boją się diagnozy?

Patrycja Frania: Różnie – czasami boją się, czasami jest dla nich ulgą, bo w końcu dostają wytłumaczenie, co dzieje się z ich dzieckiem. Zresztą strach dotyczy wielu obszarów: procesu leczenia, hospitalizacji, leków przeciwdepresyjnych, terapii. Tak naprawdę na początku ścieżki jest więcej niewiadomych niż tych wiadomych. Ale często już nawet przedstawienie podstawowych informacji działa uspokajająco. Że leki przeciwdepresyjne nie uzależniają, że hospitalizacja nie zawsze jest koniecznością, a nawet, że stosuje się ją w ostateczności, kiedy inne środki leczenia zawodzą, że w psychoterapii ważna jest więź między terapeutą a pacjentem i że nie jest ujmą, jeżeli chce się zmienić terapeutę. Że depresja nie musi oznaczać autoagresji i prób samobójczych, chociaż nieleczona często może do nich prowadzić…

WwS: I pewnie chciałabyś dodać, że udanie się do psychologa, terapeuty, psychoterapeuty nie jest ujmą i czymś wstydliwym?

Patrycja Frania: Tak, tutaj wracamy do początku naszej rozmowy, czyli tabu związanego z depresją i jej leczeniem. Staram się przekonywać rodziców, że udanie się po pomoc jest najlepszą rzeczą jaką mogli zrobić dla swojego dziecka. Chociaż nie oznacza ono zrzucenia odpowiedzialności z rodziców. Niestety tak naprawdę to dopiero początek drogi. Depresja jest bowiem chorobą całego systemu rodzinnego (niezależnie czy chorym jest rodzic, czy dziecko), choruje cały „organizm”. Dlatego też wsparciem warto objąć cały organizm. Czyli nie tylko cierpiące na zaburzenia depresyjne dziecko/nastolatek powinien być poddany leczeniu, ale terapia powinna objąć również rodziców, by Ci mogli stanowić dla dziecka jak najlepsze wsparcie.

WwS: No ale zanim zacznie się dziać coś niepokojącego, to czy możemy jakoś zapobiegać? Czy mamy receptę zatytułowaną: by dziecko nie zachorowało na depresję należy mu podać…

Patrycja Frania: Marzę o takim zestawie specyfików, A że wolę leczenie naturalne, to na tę listę wpisałabym: codzienną chochlę relacji z rodzicami, 3 łyżki rodzicielskiej uważności, 2 tabletki ciekawość nastoletniego świata, przed każdym posiłkiem słuchanie ze zrozumieniem. Sprawdziłabym też datę ważności rodzicielskich ambicji, bo z doświadczenia terapeutycznego wiem, że często bywają mocno przeterminowane.

Czasami mam też taką refleksję, że do gabinetu wchodzi niewłaściwy pacjent. Że w pierwszej kolejności trzeba zająć się sobą, ja rodzic potrzebuję zająć się swoimi potrzebami, swoimi traumami, bo dopiero po zaopiekowaniu się sobą mogę być w kontakcie ze swoim dzieckiem.